Blue Monday: Dracula Exotica (1980)

W pierwotnej wersji Śpiącej królewny, spisanej przez włoskiego poetę Giambattistę Basile na kilkadziesiąt lat przed wydaniem kanonicznej baśni Charles’a Perraulta, tytułowa arystokratka nie została zbudzona pocałunkiem, lecz padła ofiarą gwałtu ze strony przejeżdżającego obok miejsca jej spoczynku króla. W wyniku tych amorów królewna zaszła w ciążę i po dziewięciu miesiącach powiła bliźniaki. Wygłodniałe maluchy wyssały z palca matki zatrute wrzeciono, co przywróciło ją do życia. Wychodzi więc na to, że oryginalna historia była znacznie mniej romantyczna, niż nauczyła nas wytwórnia Disneya. Daje to do myślenia odnośnie tego, jak wiele przekłamań zaserwowała nam jeszcze popkultura.

Jak się okazuje, również tak ponura opowieść, jak dzieje przeklętego hrabiego Drakuli ma swoją jeszcze ciemniejszą stronę. Jak w Dracula Exotica uczy Shaun Costello, przypadłość transylwańskiego możnowładcy była wynikiem złamanego serca, lecz to on sam przyczynił się do tego stanu w mało chwalebny sposób. W pijackim widzie, rozwiązły hrabia zgwałcił swoją ukochaną, w wyniku czego ta popełniła samobójstwo. On sam, złamany cierpieniem, ściągnął na siebie klątwę wiecznego życia bez możliwości dostąpienia łaski (tudzież ujmując bardziej wprost: zaspokojenie seksualne biedaka nie wchodzi w rachubę).

Filmowy przemysł pornograficzny praktycznie od początku – w ślad za sprośną literaturą – chętnie sięgał po rozmaite przeróbki klasyki, dodając do nich pieprzne akcenty. W przypadku motywów wampirzych jest to o tyle uzasadnione, iż seksualność krwiopijców, z całą ich uwodzicielską mocą, zawsze była mocno wyeksponowana. Drakula w wydaniu legendy branży Jamiego Gillisa jest więc udręczonym hedonistą, dla którego osiągnięcie satysfakcji, niczym w słynnym szlagierze Stonesów, jest rzeczą niemożliwą. Żeby było jeszcze ciekawiej (a przy okazji taniej dla twórców…), scenariusz przenosi akcję do czasów współczesnych, bezbożnie (sic!) reinterpretując wątki zarówno z powieści Brama Stokera, jak i kolejnych filmowych ekranizacji. I tak, dumny ziemianin, znudzony egzystencją za „żelazną kurtyną”, postanawia opuścić swe włości i poszukać rozrywek w Nowym Świecie, a konkretniej rzecz ujmując: w Nowym Jorku, na samym „szczycie świata”. Aby podkręcić – aktualne wówczas, a dziś dość zwietrzałe – polityczne aluzje, twórcy wrzucają do worka wątek zażartego wroga Drakuli, wysłannika bezpieki – geja, który wprawdzie wydaje emigrantowi z karpackich włości paszport niezbędny do wyjazdu, jednocześnie jednak zleca jego śledzenie, przekonany że ma do czynienia z agentem z „zepsutego Zachodu”. Mało? Otóż amerykański wywiad również bacznie przygląda się przybyszowi z radzieckiej strefy wpływów. Do inwigilacji błękitnokrwistego cudzoziemca wyznaczona zostaje Surka (Samantha Fox, wówczas jedna z najbardziej rozchwytywanych gwiazd pornobiznesu, rok po roku nagrodzona Erotica Award za występy w Jack+Jill [1979] i Tramp [1980]). Czego jej mocodawcy nie wiedzą to to, że jest ona współczesną inkarnacją ukochanej Drakuli sprzed wieków…

Nie będę starał się Wam wmawiać, że fabuła przedstawiona w Dracula Exotica ma jakiś głębszy sens: to ni mniej, ni więcej, jak recykling sprawdzonych gatunkowych schematów. Otrzymujemy miks horroru i kina szpiegowskiego, suto podlany humorem oraz – oczywiście – seksem. Sceny kopulacji nie zawsze mają tu wystarczające uzasadnienie (vide: przeciągana scena zabaw erotycznych albańskiego szpiega i przebranej za szkolną uczennicę prostytutki/tajnej agentki, zakończona mało honorową i zdecydowanie nieprzyjemną śmiercią tego pierwszego), ale też wbrew pozorom nie ma ich tu aż tak wiele i stanowią jedynie (aż?) równoprawny element narracji. W kwestii dowcipu: nie należy on do przesadnie wysublimowanych, ale też nie budzi zażenowania i przez większość czasu jest raczej dyskretny, bez popadania w męczącą błazenadę, dzięki czemu całość łatwo można odbierać również jako samodzielną historię, a nie kolejną parodię pełną czerstwych grepsów. Dość powiedzieć, że największym zgrzytem filmu pozostaje pokraczny akcent, jakim włada Gillis.

Dracula Exotica to hardcore’owe fantazje w wydaniu lekkim i – zważywszy na nazwisko reżysera (Costello ma wszak na swoim koncie tak plugawe przypadki, jak Forced Entry [1973] czy Water Power [1976]) – zgoła przystępnym. Wprawdzie obok otwierającej, atakującej rozpustą sekwencji pijackiej orgii dostajemy także np. scenę semi-nekrofilską (pracownik kostnicy dobiera się do wampirzycy o bujnych kształtach Vanessy del Rio), jednak wszystkie perwersje i makabryczne elementy ujęte są tu w na tyle gruby nawias, że ciężko traktować je na poważnie. Jeśli więc kiedykolwiek zastanawialiście się, czy istnieje coś takiego, jak wampiryczne porno (a wierzcie na słowo, że nie ma gatunku, którego nie przerobiono by na pornosa), to nowojorskie przygody niewyżytego hrabiego będą dobrym miejscem na start, by sprawdzić „z czym to się je”.

Wszyscy mówią, że wychowali się w kinie porno, ale on naprawdę się w nim wychował. Jak wspomina: "Warunki sanitarne były straszne: załatwialiśmy się do kubłów przeznaczonych na ścinki taśmy, kąpaliśmy w otoczeniu fotosów przedstawiających Lisę De Leeuw obierającą banany. Cóż, życie...". Wciąga popkulturę, pali książki, pije z sedesu. Miłośnik wegańskiego tofu i przemocowych postaw w kinie gatunków.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*