Blue Monday: Hardgore (1975) / Sacrilege (1971) / Satans Lust (1971)

Czarne msze, czarne świece, czarne szaty, czarne koty. Oddech Diabła na karku. I mnóstwo seksu. Wbrew pozorom nurt satanicznego porno był w latach 70. dość mocno rozpowszechniony, by wspomnieć tylko takie klasyki jak The Devil in Miss Jones (1973) czy The Devil Inside Her (1977). Poza tym powstała również masa obskurnych, z reguły skrajnie niskobudżetowych tytułów, które wabiły widza mieszanką niesymulowanego seksu i upiornych obrzędów ku czci Rogatego. W dzisiejszym odcinku cyklu Blue Monday omówię trzy pozycje oferujące zakazane atrakcje w demonicznym anturażu.

Bez wątpienia najbardziej znanym tytułem pośród nich jest Hardgore w reżyserii niejakiego Michaela Hugo, osobnika o którym słuch wszelki zaginął (oczywiście, jak w przypadku większości filmów pornograficznych z okresu jest to najprawdopodobniej pseudonim, niemniej nigdy nie przypisano autorstwa filmu żadnemu ze znanych w środowisku twórców tamtych czasów). Bohaterką filmu jest Maria (Dianne Galke), młoda nimfomanka, która zostaje umieszczona przez bliskich w szpitalu psychiatrycznym. Dziewczyna ma tam zostać wyleczona ze swojej przypadłości, jednak okazuje się, że ośrodek dla obłąkanych jest tylko przykrywką dla grupy czcicieli Szatana, którzy torturują i gwałcą swych pensjonariuszy…

Hardgore aka Horror Whore cieszy się kultowym statusem w wąskich kręgach miłośników filmowej ekstremy jako rzadki przypadek połączenia horroru gore z pornografią. Zła sława jaką owiany jest obraz Hugo przysporzyła jednocześnie wielu fanom filmowej grozy sporego zawodu. Rzecz bowiem jest w pierwszej kolejności rasowym pornosem, a klasycznego straszenia jest tu niewiele. Dużo za to „kwasowej” psychodelii wymieszanej z rasowym sleazem. Co nie oznacza wcale, że tytuł kłamie: w istocie znajdują się tutaj elementy gore, w niewielkich wprawdzie ilościach, ale ich obecność tuż obok częstych scen penetracji i tak może wprawić w dyskomfort nieprzygotowanego widza. Obcinanie penisa czy seks zwieńczony dekapitacją na gilotynie to atrakcje niespotykane nawet w sewentisowym rynsztoku trzech iksów. W jednej ze scen pracownicy szpitala zabierają swoją ofiarę do pomieszczenia przypominającego prosektorium, w którym na hakach wiszą nagie, martwe kobiety. W tych „okolicznościach przyrody” dochodzi do zbliżenia sanitariusza z jego podopieczną, podczas gdy drugi zabawia się ze zwłokami. Jakby tego było mało, w pakiecie otrzymujemy również atak latających penisów, które zaciekle ejakulują na Marię w trakcie jednej z jej uroczo popieprzonych wizji.

Kimkolwiek był twórca omawianej pozycji, zdecydowanie uznał, że należy wycisnąć z satanistycznej tematyki maksimum bezeceństw oraz frajdy. Całość jest rzecz jasna tania, miejscami dość pokraczna (zwyczajowo aktorstwo leży i kwiczy), choć trzeba oddać, że oświetlenie w scenach orgii robi swoje i wprowadza narkotyczno-piekielny nastrój. Są tu nawet krótkie jazdy kamery, co pozwala przypuszczać, że reżyser miał pewne doświadczenie w filmowej robocie, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę fakt, że w większości podobnych pozycji z okresu praca operatora sprowadzała się do rejestracji statycznych kadrów. Jedyny poważny problem przy odbiorze stanowi jakość dostępnych kopii: póki co żaden z dystrybutorów nie odważył się dokonać restauracji obrazu, w związku z czym skazani jesteśmy na VHSripy z zajechanych przez lata odtwarzania taśm.[1] Z drugiej strony: parszywa jakość tychże kopii dodaje seansowi dozę odpowiednio obskurnej aury.

Nieco bardziej niewinnie prezentuje się pochodzący z 1971 roku Sacrilege. Poznajemy w nim chłopaka imieniem Jay (Gerard Broulard), który oddaje się lekturze na łonie natury. W pewnym momencie zostaje zaczepiony przez miłą dziewczynę (Jane Tsentas), z którą znajduje wspólny język: oboje interesują się magią i okultyzmem. Dziewczę zaprasza Jaya do swojego domu na herbatę. Na miejscu okazuje się, że gospodyni jest tak naprawdę wiedźmą o imieniu Cassandra, która zwabia mężczyzn do swojego lokum, by wykorzystywać ich seksualnie. Gdy skończy z Jayem, za pomocą czarów nakłania go, aby zatelefonował do swojej dziewczyny i namówił ją, by również przybyła na miejsce. Zwabiona w pułapkę Maria (Ruthann Lott) weźmie tego wieczoru udział w orgii z udziałem samego Lucyfera (Charles Smith).

Autorstwo Sacrilege przypisywane jest Rayowi Dennisowi Stecklerowi (on sam miał się stanowczo odciąć od jakichkolwiek związków z produkcją, a w napisach początkowych podpisany jest jako Michel J. Rogers), specjaliście od grindhouse’owych mikrobudżetowców pokroju The Incredibly Strange Creatures Who Stopped Living and Became Mixed-Up Zombies!!? (1964) czy The Hollywood Strangler Meets the Skid Row Slasher (1979). W imponującej filmografii Stecklera (IMDb podaje 58 tytułów powstałych w latach 1962-2009) znajdziemy również dużą ilość kręconych pod rozmaitymi pseudonimami (jednym z jego ulubionych był Cindy Lou Sutters) pornosów, spośród których większość odznacza się niestety czysto pretekstową lub szczątkową wręcz fabułą. Nie inaczej jest w przypadku omawianego tutaj tytułu, w którym większość z 55 minut trwania zajmują dwie rozwlekłe sceny seksu. Film otwiera długa sekwencja tańczącej na stoliku kawowym Tsentas. Aktorka znana głównie z występów w dwóch porno-adaptacjach klasycznej powieści Roberta Louisa Stevensona (The Jekyll and Hyde Portfolio [1971], The Adult Version of Jekyll & Hide [1972]) nosi tu czarną perukę, na plecach ma długą pelerynę i… nic pod nią, dzięki czemu przez kilka minut możemy podziwiać jej srom w dużym zbliżeniu. Jej scena seksu z uwiedzionym naiwniakiem jest niestety nieprzeciętnie nudna i pozbawiona jakiegokolwiek erotyzmu. Nieco ciekawiej prezentuje się czworokąt z udziałem diabelskiego kota imieniem Lucyfer, który nagle przybiera ludzką formę i obłapia rudowłosą Lott, podczas gdy Tsentas wytrwale pracuje nad penisem swej męskiej „ofiary”.

Rzecz jest więc tak prosta w konstrukcji, jak to tylko możliwe, ale jest przy tym całkiem nastrojowa, a finałowa scena przebudzenia kochanków przy promieniach wschodzącego słońca jest tak cudownie oniryczna, że z miejsca wybacza się wszelkie niedociągnięcia fabularne oraz realizacyjne niedostatki. Koniec końców to tylko groteskowa mara rozgrywająca się gdzieś na wzgórzach Hollywood, sprośny sen niespełnionego entuzjasty newage’owych biesiad przy kominku. Miłośnicy kina grozy nie znajdą tutaj dla siebie zbyt wielu atrakcji (chyba że za takowe uznać gotycką stylizację naszej wiedźmy), rzecz docenią za to z pewnością badacze pornograficznych kuriozów.

Trzecia z pozycji wchodzących w skład dzisiejszego odcinka, Satans Lust to inspirowana zarówno morderstwami bandy Mansona, jak i popularnością jaką w środowiskach celebryckich cieszył się Laveyowski satanizm mieszanka filmu noir, grozy i seksu. Pamela (Judy Angel, znana głównie z uznawanego za pierwszy film pornograficzny, który trafił do kinowej dystrybucji Mona: The Virgin Nymph [1970]) oraz jej partner Wayne (James Mathers) dowiadują się, że ich dawna znajoma zginęła w wypadku samochodowym. Oboje nie dowierzają oficjalnej wersji zdarzeń (znajoma miała nigdy nie dostać prawa jazdy ze względu na swój… daltonizm) i rozpoczynają prywatne śledztwo. Trop prowadzi do małej firmy produkującej filmy, zwanej Satanic Films (sic!)…

Co następuje dalej, jest dosyć łatwe do przewidzenia. Firma okazuje się być przykrywką dla bandy wyznawców Szatana, którzy składają ofiary z ludzi. Kiedy Pamela i Wayne zaczną coś podejrzewać, sekciarze (którym przewodzi przyszły czołowy epizodysta Hollywood George 'Buck’ Flower) postanawiają ich zgładzić. By zaś osiągnąć swój cel uprawiają mnóstwo seksu. Wpierw wysyłają do domu pary 300-letnią wiedźmę z Salem, która ma uwieść Wayne’a, następnie gwałciciela, który molestuje nieprzytomną Pamelę. Całość wieńczy mini-orgia z udziałem samego Diabła pojawiającego się  krótkich przebitkach (Rogaty ma tutaj prezencję tyleż komiczną, co odpychającą jednocześnie). Wiedźma w międzyczasie przemieni się w kościotrupa, a na koniec uraczeni zostaniemy jedną z najbardziej kuriozalnych scen pościgu w annałach światowej kinematografii. Scenom miłosnych uniesień towarzyszą na przemian Clair de Lune Claude’a Debussy’ego oraz dziwaczna, muzakowa przeróbka I Wanna Hold Your Hand Beatlesów. Jest w tym dyskretny feeling twórczości Eda Wooda, postaci wydające z siebie głośne złowieszcze śmiechy (wspomniany 'Buck’ Flower) oraz dziwaczne rozwiązania operatorskie (rozbierająca się bohaterka filmowana jest z poziomu podłogi, tak by w pełni zaprezentować jej wdzięki). To także jedyne porno, z jakim się zetknąłem w którym zamiast prawdziwej spermy pojawia się tryskające na ciała aktorów mydło w płynie (lub też cokolwiek innego to było).

Co ciekawe, TMDB oraz Letterboxd podają, że rzecz została wyreżyserowana przez Anthony’ego Spinelliego, który później stworzy takie klasyki jak SexWorld (1978) czy Talk Dirty to Me (1980) i przejdzie do historii jako jeden z najważniejszych twórców Złotej Ery. Satans Lust nijak nie można porównywać z powyższymi tytułami, ale – tak jak w przypadku Sacrilege – wypada mieć na względzie, że w tym czasie (rocznik 1971) większość kręconej pornografii stanowiły tzw. loopy, czyli krótkie scenki przedstawiające akty kopulacji, wyświetlane w peep showach. Tutaj do długich scen seksu (ta otwierająca trwa jakieś kilkanaście minut, a gdy już myślimy że zaraz wskoczy fabuła, aktorka niespodziewanie znów zabiera się do ssania penisa partnera) dodana została wątła intryga, która nie tylko ujmuje swoją naiwnością, ale też dobrze obrazuje ówczesne trendy i to, czym „oddychała” Fabryka Snów na przełomie dekad. W momencie kiedy kino mainstreamowe zachłysnęło się tematyką okultyzmu, prężnie już działające podziemie pornograficzne ochoczo podchwyciło temat. Bo jak wiadomo Szatan nie tylko perfekcyjnie sprzedaje bilety, ma też niespożyty apetyt seksualny, który gdzieś musiał znaleźć ujście.


[1] Edit: Na marzec 2022 roku zapowiedziana została premiera wydania Blu Ray od Massacre Video.

Posiadacz tzw. wrażliwości grindhouse'owej. Kiedy inni zażerają się wieprzowiną i fasolą, on woli kino brudne, zdegenerowane, pełne sleazu. Miłośnik fabuł w pornosach i porno w fabułach. Miewa częste skoki w bok na inne terytoria.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*