Blue Monday: Once Upon A Time Marilyn Jess (1987) / Fine and Perverse Lingerie (1984)

Rok 1987. Marilyn Jess, jedna z największych gwiazd francuskiego przemysłu porno, w wieku 27 lat, po blisko dekadzie występowania w filmach rozważa zakończenie kariery. Na planie kostiumowego „ślizgacza” zatytułowanego Initiation d’une jeune marquise aktorce towarzyszy ekipa dokumentalistów, którzy postanowili nakręcić materiał poświęcony jej osobie. Obserwujemy Marilyn w trakcie pracy, przekomarzania się ze współpracownikami, słuchamy jej wyznań. Dowiadujemy się np. że gwiazda decyzję o przejściu na emeryturę podjęła ze względu na epidemię AIDS i strach przed zarażeniem się. Dowiadujemy się także, że jej ekranowe wcielenie oraz Dominique Troyes – bo tak brzmi prawdziwe nazwisko aktorki – to dwie różne postacie. I dostępu do życia prywatnego tej drugiej blondwłosy obiekt westchnień strzeże zaborczo.

Kreacja na użytek publiczny, a sfera prywatna to co innego? No shit! Niby nic odkrywczego, ale… istotnie Jess do samego końca Once Upon A Time Marilyn Jess (org. Il Etait Une Fois Marilyn Jess) pozostaje dla widza w dużej mierze zagadką. Zdawkowo wspomina o swoim byłym mężu, który zmarł niedługo po ślubie. Mówi o tym, że do scen seksu analnego zawsze wykorzystuje dublerkę. I że na co dzień w łóżku nie jest wcale typem wampa, który znamy. Twórcom zatem nie udaje się skłonić bohaterki do jakichś szczególnych wynurzeń, ale – niejako w ramach zadośćuczynienia – w pakiecie otrzymujemy wgląd w kulisy pornobiznesu czasów minionych. Środowiska hermetycznego, a przez to też bardziej zżytego i zwartego, niż ma to miejsce w przypadku szeroko pojętego showbusinessu. Oprócz Marilyn przepytywani są jej koledzy i koleżanki z planu (w tym jedna nowicjuszka), możemy również podpatrzyć jak w pocie czoła powstaje scena podwójnej analnej penetracji. Jest też profesjonalna „obciągaczka”, w przerwach między zdjęciami ssąca penisy aktorów, by te nie opadły. Z pewną rezygnacja przyznaje, że pornobiznes to mizoginistyczne towarzystwo, ale też że swą pracę zwyczajnie lubi.

Jako portret konkretnej osoby Once Upon A Time Marilyn Jess może zatem rozczarowywać, ale są tu fragmenty intrygujące, obrazujące pornograficzne podziemie bez niepotrzebnego demonizowania, ale w zdecydowanie szczerym tonie. Trochę szkoda jedynie, że materiału z planu ledwo starcza na pełnometrażowy film, w związku z czym twórcy postanowili wzbogacić całość o wstawki XXX z filmów Jess (głównie wspomnianego Initiation d’une jeune marquise), w tym również sceny, w których sama aktorka nawet się nie pojawia. Miejscami robi się z tego zatem drobny bałagan, bowiem sekwencje pieprzenia i robienia lodów powstawiane zostały od Sasa do Lasa, bez jakiegoś konkretnego klucza.

Na świeżym wydaniu Blu-Ray od Pulse Video z odrestaurowaną wersją filmu w ramach bonusa natrafić można ponadto na Fine and Perverse Lingerie (org. Lingeries fines et perverses), porno w reżyserii specjalisty od mniej lub bardziej wysublimowanej erotyki Jeana-François Davy’ego (m.in. komedia Surprise Sock [1978] z Anną Kariną oraz tzw. trylogia sprośności, na którą składają się Clockwork Banana [1973], The Girls of Don Juan [1973] oraz Q [1974], był również producentem omawianego powyżej Once Upon…). Okaz tyleż stylowy, co… równie chaotyczny jak danie główne. Bohaterką filmu jest agentka reklamowa Charlotte (znana m.in. z La femme-objet [1981] Hélène Shirley), która zostaje poproszona o dokończenie filmu pornograficznego po innym reżyserze. Kobieta postanawia zmienić kierunek fabuły i skupić się na konwencji para-dokumentalnej, pokazując na ekranie damskie marzenia erotyczne. Proces kręcenia dla niej samej okaże się być drogą ku wyzwoleniu i akceptacji własnych pragnień.

Podstawowy problem z Fine and Perverse Lingerie polega na tym, że trzon obrazu stanowi materiał nakręcony na potrzeby soft-core’owego The Spiral Woman (org. La femme en spirale) z tego samego roku. Ot, w ramach oszczędności Davy postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i dokręcił do gotowej już fabuły sceny XXX, po czym poumieszczał je w losowo wybranych miejscach. Charlotte przeprowadza wywiady z kobietami, które opisują swoje fantazje, co ubarwiane jest wstawkami z udziałem Marilyn Jess i jej konkurentki do miana Pierwszej Damy francuskiego porno, Olinki Hardiman. Fragmenty te często oderwane są całkowicie od głównej osi fabularnej, czego najlepszym przykładem scena, w której Jess wciela się w autostopowiczkę/anielicę. Dziewczyna łapie stopa, kierowcą jest młody przystojniak, dwójka uprawia ze sobą namiętny seks, w trakcie którego mężczyzna dźga nożem w brzuch „anielskie” wcielenie autostopowiczki. Rzecz skręca zatem niejednokrotnie w rejony wręcz surrealne, porzucając logikę i ciąg przyczynowo-skutkowy na rzecz luźnych wizji o charakterze seksualnym, ubarwionych do tego muzyką Vivaldiego i syntezatorowym disco funkowaniem.

Sens ma to wszystko niewielki, czego z pewnością musiał być świadom sam twórca, zastępując treść wyrafinowaną formą. Szalony, dygresyjny montaż miesza ze sobą różne wydarzenia, wciska pomiędzy sekwencje kopulacji retrospekcje, a nawet urywa „momenty” w kluczowych miejscach, pozostawiając postacie (i widza) z uczuciem niespełnienia. Davy ponadto nader chętnie korzysta z efektu kalejdoskopu, podkręcając psychodeliczne nuty smakowe całości. Bardzo awangardowe podejście, które pokazuje zarazem, że reżyser miał nieco większe ambicje, niż stworzenie kolejnego prostego w odbiorze świerszczyka. Ostatecznie jednak ten rozgardiasz nie do końca satysfakcjonuje, albowiem ciężko oprzeć się wrażeniu, że obraz powstawał naprędce jako wynik niewygodnego kompromisu. Trochę więc zakalec, choć oryginalności nie można mu odmówić. Pozostają zatem głównie sfilmowane ze smakiem sceny seksu z udziałem Jess i Olinki, które stanowią wartość samą w sobie: namiętne i eleganckie jednocześnie, wyrwane kontekstu wciąż bronią się perfekcyjnie.

Posiadacz tzw. wrażliwości grindhouse'owej. Kiedy inni zażerają się wieprzowiną i fasolą, on woli kino brudne, zdegenerowane, pełne sleazu. Miłośnik fabuł w pornosach i porno w fabułach. Miewa częste skoki w bok na inne terytoria.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*