Czas niszczy wszystko. Nieodwracalne (2002) i wielki skok Gaspara Noé

24 maja 2002 roku[1]. Festiwal w Cannes dobiega końca. Na seans o północy zaplanowano jeszcze jedną atrakcję: nowy film osiadłego na stałe we Francji Argentyńczyka Gaspara Noé, który cztery lata wcześniej debiutował kontrowersyjnym Sam przeciw wszystkim (1998). Decyzja o projekcji na zakończenie festiwalu nie jest przypadkowa. Organizatorzy nie chcą, aby spodziewany skandal przyćmił całą imprezę. Mają rację. Już po kilku pierwszych minutach, gdy na ekranie roztrzaskana zostaje w drobny mak głowa jednej z postaci, z sali kinowej wychodzą pierwsze oburzone osoby. Pojawiają się też pierwsze gwizdy i buczenie. Mija 30 minut seansu i liczba widzów, którzy ostentacyjnie opuścili swoje miejsca wzrasta do 200. Przed salą inspektorzy przeciwpożarowi podają tlen widzom, którzy zasłabli. W trakcie trwającej w nieskończoność sceny gwałtu analnego, która już wkrótce będzie na ustach dosłownie wszystkich, ktoś rzuca z widowni „zrobimy ci to samo, Gaspar!”. Gaspar Noé siedzi tymczasem w ciemnościach sali kinowej, słucha gwizdów i buczenia i nie posiada się ze szczęścia. Rozbił bank.

***

Zacznijmy jednak – z czystej przekory – od początku. Po wspomnianym Sam przeciw wszystkim Noé szukał finansowania dla swojego kolejnego projektu, który z czasem zmaterializuje się jako Wkraczając w pustkę (2009). Filmowiec uznał, że na tym etapie łatwiej będzie mu zrealizować kameralną historię miłosną rozgrywającą się w Paryżu, niż narkotyczny trip na ulicach Tokio. Nie mając gotowego scenariusza, a jedynie luźną koncepcję, namówił na udział w przedsięwzięciu Monicę Bellucci i Vincenta Cassela, małżeństwo cieszące się celebryckim statusem po obu stronach Atlantyku. Z tą dwójką na pokładzie zorganizowanie funduszy dla enigmatycznego filmu bez scenariusza było już znacznie łatwiejsze: pieniądze lekką ręką wyłożył nawet medialny gigant Studio Canal. W międzyczasie idea obrazu jako dekadenckiego romansu została zarzucona (niewykorzystane przy tej okazji pomysły reżyser użyje później jako bazę dla Love [2015]), a Noé decyduje się opowiedzieć historię spod znaku rape and revenge. Akcja rozgrywająca się jednego wieczoru, brutalny gwałt, a potem zemsta. Zainspirowany zarówno sztuką Harolda Pintera Zdrada (1978), jak i świeżym przebojem Christophera Nolana Memento (2000), twórca postanawia jednak odwrócić w swojej opowieści chronologię wydarzeń. A więc zemsta, gwałt, sielanka.

Sielanka

Co ciekawe, pomimo zaawansowanego etapu produkcji, Noé w dalszym ciągu nie dysponuje żadnym scenariuszem, w zanadrzu ma jedynie trzystronicowy treatment. Producenci widząc jednak nazwiska Bellucci i Cassella mówią w dalszym ciągu „zróbmy to!”. Sam reżyser porówna później całe przedsięwzięcie właśnie do skoku na bank: gdy nikt nie patrzył, weszli, zwinęli kasę i wszystko uszło im na sucho. Całość opierać ma się głównie na improwizacji, co w założeniu pozwoli zachować wysoki stopień realizmu przedstawionej historii. Znane są jedynie podstawowe punkty programu. Monica i Vincent wcielają się w parę młodych kochanków, którzy udają się na imprezę. W trakcie balangi dochodzi do kłótni, Monica opuszcza lokal i w drodze do domu zostaje zgwałcona. Vincent w środku nocy szuka sprawcy na ulicach francuskiej stolicy.

Do obsady dołączają kolejne nazwiska: komik, aktor i reżyser Albert Dupontel wcieli się w Pierre’a, byłego chłopaka granej przez Bellucci Alex, wypatrzony w Złodziejaszku (1999) Ericka Zonci kickboxer Jo Prestia zagra gwałciciela. Ten ostatni ściągnie na plan Micka Gondouina, któremu z kolei w udziale przypadnie rola osobnika zatłuczonego na śmierć gaśnicą. Począwszy od Nieodwracalnego datuje się również niezwykle owocna współpraca Noé z operatorem Benoîtem Debie (później będzie odpowiedzialny m.in. za zdjęcia do Krwawego gracza [2003] Dario Argento i Kalwarii [2004] Fabrice’a du Welza). Ścieżkę dźwiękową reżyser pozyska fuksem od Thomasa Bangaltera z Daft Punk. Muzyk zgodził się udostępnić kilka swoich utworów do filmu za darmo, a ostatecznie wylądował na stanowisku kompozytora. To jego pomysłem będzie zastosowanie w pierwszych scenach dźwięków o skrajnie niskiej częstotliwości, przy których widzom na salach kinowych siadały nerwy.

Gwałt

Bez wątpienia najbardziej wymagającą sekwencją, z jaką miała zmierzyć się ekipa była osławiona scena gwałtu analnego. Nikt nie wiedział ile będzie ona trwała, jedno było za to pewne: Noé nie zamierzał iść na skróty. Gwałt ma trwać tyle, ile trwałby w rzeczywistości. 10 minut? 12? 15?[2] To już pozostaje w gestii aktorów odgrywających postaci ofiary i kata. Na miejsce kręcenia wybrano przejście podziemne przy 118 Boulevard Berthier w Paryżu. Tunel został przez ekipę przemalowany na czerwono, a podłogę wyłożono wykładziną z pianki imitującą beton. Scenę nagrywano przez dwie noce, w łącznie sześciu podejściach. Jak wspomina Prestia, Bellucci miała do niego podejść niedługo przed tym, jak kamera zaczęła pracować i powiedzieć, aby dał z siebie wszystko. Decyzja o filmowaniu z poziomu podłogi, w jednym statycznym ujęciu, wyszła od reżysera, który uznał, że ruchoma kamera w tej scenie da widzowi wrażenie, jakby uczestniczył w gwałcie jako współsprawca. Widz miał być zaś tam, gdzie bohaterka: przygwożdżony do parteru, bez możliwości ucieczki.

Gotowa scena wymagała dodatkowej obróbki cyfrowej w post-produkcji. Dodane zostały obrażenia i krew na twarzy i ciele Bellucci (aktorzy mieli również do dyspozycji pojemniki ze sztuczną krwią umieszczone poza kadrem). Okazało się również, że gdy Prestia stacza się ze swej ofiary po gwałcie, widać wyraźnie, że ma zapięty rozporek w spodniach. By zatuszować tę wpadkę, zdecydowano się dosztukować w tym miejscu cyfrowo wygenerowanego penisa we wzwodzie. Z użyciem komputera wstawiono również przechodnia, który jest świadkiem zajścia i ucieka z miejsca zbrodni: ów moment był od początku w planach, jednak statysta nie pojawił się w tym konkretnym ujęciu, które miało wejść do filmu. Został więc „przeniesiony” z innego.

Zemsta

Finałowa rozprawa między Casselem i towarzyszącym mu Dupontelem a gwałcicielem to kolejny punkt, w przypadku którego nieodzowna okazała się inwencja zarówno reżysera, jak i ekipy realizacyjnej. Noé od początku planował, iż scena rozegra się w miejscu, gdzie znajdują się sami mężczyźni. Rozważał m.in. koszary wojskowe, ostatecznie stanęło jednak na gejowskim klubie. Wybrano umiejscowiony niedaleko Pól Elizejskich Club Banque, który na okres zdjęć należało jednak odpowiednio przystosować. Ze względu na fakt, iż w położonym w podziemiach lokalu panował cały czas półmrok, Debie postanowił rozświetlić wnętrza za pomocą kilkudziesięciu pomalowanych na czerwono żarówek. Cała reszta pozostała bez zmian: jako statyści wystąpili prawdziwi bywalcy klubu, pomiędzy których wmieszali się aktorzy.

Scena miażdżenia czaszki mężczyzny za pomocą gaśnicy nagrana została w kilkunastu podejściach. Szokujący efekt finalny to wypadkowa zarówno efektów praktycznych (lateksowa atrapa zmasakrowanej twarzy), jak i tych dodanych w post-produkcji. Kamerę w katakumbach BDSM obsługiwał Noé, biegając z nią na barku – jak sam przyznał, w trakcie zdjęć wciągał cały czas kokainę, aby dostarczyć sobie energii niezbędnej do długotrwałego wysiłku. Wysiłku, który się opłacił, albowiem to jedno z najmocniejszych otwarć w historii kina, wywołujący spazmy i omdlenia majstersztyk filmowego terroru.

Czas niszczy wszystko

Tymi słowami rozpoczyna i kończy się film. Na początku wypowiada je Philippe Nahon, powracający w krótkim epizodzie jako „Rzeźnik”, postać z poprzedniego filmu reżysera. W końcowej scenie grana przez Bellucci ciężarna Alex leży na trawie w parku i czyta An Experiment with Time (1927) J.W. Dunne’a, paranaukowy traktat o czasie, którego autor wysuwa tezę o proroczej naturze snów. U Noé’go profetyczny sen bohaterki przeradza się w koszmar na jawie, który zniszczy – w różnym stopniu – życie czwórki ludzi. Po premierze zarzucano twórcy nihilizm[3], oskarżano o epatowanie przemocą (guru krytyki filmowej Roger Ebert określił obraz jako „nieoglądalny dla większości widzów ze względu na zawartą w nim dawkę okrucieństwa”). Łatwo jednak obalić te twierdzenia: w odróżnieniu od hollywoodzkiego kina akcji obecna tutaj przemoc nie przynosi żadnej satysfakcji, jest odrażająca i brzydka. Podobnież zemsta nie przynosi spodziewanych rezultatów i okazuje się być ślepą, brutalną siłą, która wiedzie bohaterów na manowce. Odwet nie dostarcza żadnego katharsis, ginie niewinny człowiek, a sprawca pozostaje na wolności. Noé sięga po gore czy może wręcz eksploatacyjne sztuczki, ale de facto niezmiennie stoi na pozycji przewrotnego moralizatora, który konfrontuje odbiorcę ze sprawami ostatecznymi, prowadzi go tam, gdzie ten normalnie nigdy nie chciałby z własnej woli zajrzeć.

Wytykano również reżyserowi, że próbował wybić się na popularności Memento. Czas – nomen omen – weryfikuje jednak opinie. Nieodwracalne w odróżnieniu od filmu Nolana, o którym niemal nikt obecnie już nie pamięta, wciąż wypada świeżo. Zabieg odwrócenia chronologii Noé wykorzystuje zresztą w konkretnym celu. Zaczynamy od mocnego uderzenia, od bezpośredniego ataku na widza, od bestialskiej przemocy i szoku, by potem ukazać dramat (gwałt), a wreszcie – taki paradoks – prawdziwą konsekwencję zbrodni. Dowiadujemy się bowiem, co zostało bezpowrotnie zaprzepaszczone. Poznajemy banalne fragmenty z życia, codzienną egzystencję zwykłych ludzi, elementy znane każdemu z widzów, które w zestawieniu z początkową patologią jawią się jako raj utracony. Ogrom zniszczeń uświadamiamy sobie w serii retrospekcji, scenek rodzajowych stanowiących przypomnienie nieodległej przeszłości, która jednak za sprawą poznanych z wyprzedzeniem faktów wydaje się kompletnie obca i abstrakcyjna.

W ramach epilogu warto odnotować, że w 2019 roku na festiwalu w Wenecji miała premierę przemontowana wersja filmu zatytułowana Irréversible – Inversion Intégrale (ang. Irréversible – Straight Cut), w której normalna chronologia została przywrócona. W takim wydaniu film to wciąż ten sam mocny, jątrzący, wywalający bebechy, naturalistyczny strzał w twarz. Ale też przede wszystkim głównie ciekawostka, która doskonale unaocznia jak integralnym elementem historii był pomysł opowiedzenia jej od końca i jak pod względem kompozycyjnym genialne to było zagranie. W tym kontekście wieńczące nową wersję słowa „Le temps révèle tout” (czas ujawnia wszystko) nabierają wręcz ironicznego wydźwięku.


[1] Dwa dni wcześniej film zadebiutował na ekranach kin w Indiach.

[2] Cała scena zajmuje w filmie 9 minut.

[3] Jednym z zarzutów była też domniemana homofobia reżysera, z którego to oskarżenia zapobiegliwie zakpił pojawiając się w filmie jako masturbujący się homoseksualista z klubu Rectum.

Posiadacz tzw. wrażliwości grindhouse'owej. Kiedy inni zażerają się wieprzowiną i fasolą, on woli kino brudne, zdegenerowane, pełne sleazu. Miłośnik fabuł w pornosach i porno w fabułach. Miewa częste skoki w bok na inne terytoria.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*