The Case of the Bloody Iris (1972). Co robi ten zamaskowany morderca w mieszkaniu zajmowanym przez Edwige?

W luksusowym apartamentowcu dochodzi do zabójstwa młodej dziewczyny. Policja rozpoczyna śledztwo, które szybko grzęźnie w martwym punkcie. W międzyczasie kolejna lokatorka ginie. Wszystko wskazuje na to, że zabójcą może być jeden z mieszkańców lub też – znający wieżowiec jak własną kieszeń – architekt (George Hilton). Ten ostatni załatwia w budynku lokum dla swoich dwóch znajomych modelek. Wkrótce na ich życia również zacznie czyhać tajemniczy prześladowca…

Klasyczne giallo według scenariusza zasłużonego dla gatunku Ernesto Gastaldiego (m.in. So Sweet… So Perverse [1969], All the Colors of the Dark [1972], Death Walks at Midnight [1972], Torso [1972]). Pod względem fabularnym The Case of the Bloody Iris (w oryginale: Perché quelle strane gocce di sangue sul corpo di Jennifer?, co można przetłumaczyć jako „Skąd się wzięły te dziwne krople krwi na ciele Jennifer?”) ściśle trzyma się wytycznych gatunku: jest seria krwawych zabójstw, jest zamaskowany zabójca i kobieta w potrzasku. Wygląd mordercy wzorowany był – jak w wielu innych przypadkach – na archetypicznym ubiorze maniaka z Blood and Black Lace (1964): pończocha na twarzy, kapelusz z rondem, skórzane rękawiczki. Podobnie jak u Bavy ma on zresztą obsesję na punkcie konkretnego typu dziewczyn: jego ofiarami padają głównie modelki, ewentualnie luksusowe prostytutki. Pewnym novum jest za to miejsce wydarzeń: większość akcji rozgrywa się w drapaczu chmur, w którym – jak się okazuje – kryje się mnóstwo tajemnic.

Zaczynamy od wysokiego tonu, od szlachtowania ofiary w windzie, która to sekwencja bezsprzecznie stanowić musiała inspirację dla Briana De Palmy przy kręceniu wiadomej sceny z W przebraniu mordercy (1980). Stojącemu za kamerą specowi od spagwestów Giuliano Carnimeo (w dorobku cztery tytuły z cyklu o Sartanie) do maestrii Amerykanina daleko, toteż, mimo że zgony są tu względnie urozmaicone, to żaden z nich szczególnie nie powala, może z wyjątkiem efektownego upadku z wysokości z zapatrzonego w Argento finału. Carnimeo ma za to świetne oko do kobiet, które pod jego batutą chętnie i regularnie zrzucają odzienie. Prym w tej kwestii wiedzie boska Edwige Fenech, królowa włoskich komedii, dla żółtego gatunku odkryta rok wcześniej przez Sergio Martino przy okazji The Strange Vice of Mrs. Wardh[1]. Warto odnotować, że producentem zarówno Iris, jak i Pani Wardh był brat Sergia, Luciano, w życiu prywatnym mąż aktorki.

Scenariusz wykorzystuje zatem każdą możliwą okazję, by Edwige rozebrać, a że w każdym kadrze prezentuje się ona zjawiskowo, to ta zabawa w podglądactwo połączone z zadawaniem ran kłutych jest niezwykle seksowna i zwyczajnie miła dla oka. Fenech na ekranie partneruje po raz kolejny Hilton (wcześniej spotkali się na planach The Strange Vice of Mrs. Wardh i All the Colors of the Dark), który przez jakiś czas robi za podejrzanego w sprawie zabójstw, ale patrząc na jego poczciwą, ciosaną w urugwajskim słońcu twarz nie mamy złudzeń: to rycerz na białym koniu, który skradnie serce czarnowłosej bogini i ostatecznie uratuje ją z opresji. Jest jeszcze ten trzeci: były kochanek bohaterki Adam (Ben Carrá), przywódca sekty religijnej, której głównym założeniem jest „łączcie się w pary, bzykajcie się”. Adam nie może przeboleć, że jego ukochana nie chce się już z nim bzykać, więc nachodzi ją na każdym kroku i niegrzecznie namawia do powrotu. Kawał psychola, ale czy to on jest zabójcą?

W kwestii tożsamości mordercy twórcy przez większość czasu skutecznie mylą tropy, podsuwając kolejnych potencjalnych kandydatów. I nawet jeśli czasem są to twisty mocno naciągające logikę (w pewnym momencie wprowadzona zostaje postać poparzonego, zdeformowanego lokatora, który trzymany był w ukryciu przez swoją matkę), to zdają egzamin, dzięki czemu końcowe rewelacje mają prawo zaskoczyć. Inna sprawa, że wyjaśnienie motywacji zwyrodnialca również jest mocno przekombinowane. Ba! Skrypt Gastaldiego w ogóle w wielu momentach nie za bardzo trzyma się kupy, chodzi na skróty albo proponuje rozwiązania wręcz absurdalne. Przykład pierwszy z brzegu: nasza heroina próbuje się włamać do lokum zajmowanego przez jednego z podejrzanych. Do środka dostaje się przy użyciu… jednego z kluczy przypisanych do jej własnego apartamentu. Na szczyty głupoty wznosi się również jedna ze scen o charakterze „humorystycznym”: oto para koleżanek wprowadza się do mieszkania wcześniej zajmowanego przez dziewczynę, która została utopiona w wannie. Jedna z nowych rezydentek idzie wziąć kąpiel i po kilku minutach spod drzwi do łazienki zaczyna wyciekać woda. Jej kumpela w towarzystwie wspomnianego architekta wyłamują drzwi do toalety, by odkryć, że była to część żartu: rezolutne dziewczę uznało, że fajnie będzie udawać że się topi.

The Case of the Bloody Iris niekoniecznie zawsze powala zatem błyskotliwymi rozwiązaniami fabularnymi, miejscami wręcz tonie w nonsensownych wtrętach, ale też nie okłamujmy się: w rejonach żółtego kina to przypadłość dość częsta. Kuriozalne rozwiązania warto brać w tym przypadku za dobra monetę, bo to też część uroku filmu, który ukierunkowany jest przede wszystkim na sprawy w giallo najważniejsze: konkretne dawki seksu i przemocy. Jeśli zawiesić na czas seansu zdroworozsądkowe myślenie, to otrzymujemy obraz, który idealnie spełnia pokładane w nim nadzieje. Klaustrofobiczny klimat, przyzwoity body count (łącznie siedem zgonów), cycki Edwige w co drugiej scenie – czegóż chcieć więcej? Czasem do szczęścia wystarczą podstawowe założenia gatunku, których reżyser i scenarzysta sumiennie się trzymają. Bez zbędnego kombinowania, bez rewolucji. Del buon, vecchio, divertimento all’italiana!


[1] Wcześniej było jeszcze Bavowskie Five Dolls for an August Moon, które jednak poniosło finansową klapę, a po latach uznawane jest za jedno z gorszych dokonań reżysera, trudno więc uznawać je za właściwy start aktorki w ramach gatunku.

Posiadacz tzw. wrażliwości grindhouse'owej. Kiedy inni zażerają się wieprzowiną i fasolą, on woli kino brudne, zdegenerowane, pełne sleazu. Miłośnik fabuł w pornosach i porno w fabułach. Miewa częste skoki w bok na inne terytoria.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*