The Gold of Love (1983). Koszmar w rytmie new wave

Is all that we see or seem
But a dream within a dream?
(A Dream Within a Dream, Edgar Allan Poe)

Eckhart Schmidt rozpoczął swoją karierę reżyserską jeszcze w latach 60., jednak to na lata 80. przypadają największe sukcesy i najciekawsze produkcje spod jego ręki. Mowa o The Fan (1982), The Gold of Love (1983), Loft (1985) czy neonowym kryminale Alpha City (1985). To właśnie pierwszy z wymienionych tytułów przyniósł mu rozgłos oraz został otoczony kultem wśród fanów horroru i kina undergroundowego. W połączeniu z kolejnymi dwoma filmami, stworzył coś na kształt trylogii, różniącej się poruszaną tematyką, ale posiadającą wiele cech wspólnych – wszystkie trzy filmy zawierają elementy kina grozy i eksploatacji oraz zakorzenione są w berlińskiej kulturze alternatywnej lat 80. Sam reżyser był zresztą założycielem punkowego magazynu S!A!U!, w którym pisywał m.in. Rainer Werner Fassbinder czy David Byrne. To właśnie tam po raz pierwszy wydrukowano opowiadanie The Fan autorstwa Schmidta, które posłużyło za bazę do stworzenia scenariusza kultowego dzieła. 

Podobnie zresztą jak w poprzednim filmie, bohaterką The Gold of Love jest obsesyjna fanka zespołu, Patricia (Alexandra Curtis, siostra Jamie Lee Curtis i córka Tony’ego Curtisa). Tym zespołem jest jednak kultowy D.A.F. (Deutsch Amerikanische Freundschaft), przedstawiciel Neue Deutsche Welle. Pewnej nocy dziewczyna zostaje wybudzona ze snu przez silny blask księżyca i syreni śpiew muzyków. Odpowiadając na wezwanie, nastolatka wychodzi z domu i podąża w stronę teatru Metropol w którym odbywa się ich koncert. Niestety, na miejscu okazuje się, że nie ma pieniędzy. Odprawiona z kwitkiem roni krwawe łzy. Próbując odnaleźć boczne wejście, Patricia staje się mimowolnym świadkiem zbrodni. W ciemnym zaułku, kobieta zwana Księżniczką Nocy (Marie Colbin), bezlitośnie sztyletuje inną dziewczynę. Od tej pory morderczyni, wraz ze swoim gangiem gotów-heroinistów, będzie próbowała dopaść nastolatkę. 

Tak właśnie rozpoczyna się surrealistyczna odyseja Patricii błąkającej się po ulicach Wiednia w poszukiwaniu muzyków oraz enigmatycznego “złota miłości”. Schmidt już od pierwszych minut filmu wprowadza nas w fantasmagoryczny świat sennego koszmaru. Uciekając przed gangiem nastolatka trafia w różne dziwne miejsca i spotyka jeszcze dziwniejszych ludzi. Choć ulice miasta są niemal zupełnie puste (nielicząc obłapujących ją demonicznych rąk!), nocne życie toczy się w klubach i kawiarniach. W jednym z takich miejsc Patricia spotyka pary publicznie uprawiające seks oraz podejrzanie realistyczne ludzkie manekiny, w innym mężczyznę, który wkłada sobie do ust lufę pistoletu, drugim zaś celuje prosto w nią. Zagadkowe dialogi jakie prowadzi z napotkanymi w barach osobliwościami pozostawiają nam więcej pytań niż odpowiedzi. Czym tak naprawdę jest “złoto miłości”, którego wszyscy szukają? 

Jeżeli interesuje Was przejrzysta fabuła i klarowne wyjaśnienia, to nie ten adres. The Gold of Love kieruje się jedynie logiką snu. Patricia przemierza ten odrealniony, pulsujący neonami świat niczym somnambulik. Za każdym razem gdy ma szansę znaleźć się blisko członków D.A.F., Gabiego i Roberta, wydają się oni nieosiągalni. Z samochodu, którym się przemieszczają, bije jedynie oślepiające światło (budzące skojarzenia z walizką ze Śmiertelnego Pocałunku, 1955). Czy muzycy w ogóle istnieją? A może to tylko ostrzeżenie przed pogonią za fałszywymi idolami? Choć artyści, jako tacy, nie wzięli udziału w filmie, co jakiś czas na ekranie widzimy fragmenty ich występów, którym towarzyszą industrialne, niemal przebijające nasze błony bębenkowe, dźwięki…wiertarki? Film ogląda się zresztą jak jeden wielki teledysk w którym rozbrzmiewa przede wszystkim muzyka D.A.F., ale też innych artystów niemieckiej sceny undergroundowej, takich jak Stosstrupp czy Wanderlust. W najbardziej pamiętnej scenie filmu, Patricia wchodzi do klubu i gdy DJ puszcza utwór D.A.F., wpada w trans i zaczyna tańczyć na środku pustego parkietu. Schmidt doskonale odwzorowuje klimat epoki dając nam wgląd w alternatywne podziemie artystyczne lat 80. Młodzież pojawiająca się w filmie nosi fantazyjne ciuchy i makijaże, a my możemy podziwiać wczesne stadia rozwoju środkowoeuropejskich subkultur. 

Jak to w klubowych podziemiach bywa, życie toczy się wokół hasła sex, drugs & rock’n’roll. Narkotyki pojawiają się w wielu scenach, a reżyser nie szczędzi nam obrazowych instruktaży podgrzewania czy wstrzykiwania heroiny. Być może pożądany przez wszystkich święty Graal (“złoto miłości”) to także narkotyk? Z ową tematyką współgra zresztą halucynogenny klimat przypominający bad trip. Innym elementem potęgującym filmowy niepokój jest przemoc kumulująca się przede wszystkim w końcówce filmu. Ostatnie minuty wyglądają jak gdyby twórcom puściły wszelkie hamulce. Po nieświadomym zażyciu narkotyku przez nastolatkę następuje seria obrazów wśród których obserwujemy m.in. śmierć Patricii przez zastrzelenie, kobietę wbijającą sobie sztylet w gardło i pochwę, zakrwawioną twarz Księżniczki Nocy i inne makabryczne imaginacje. Schmidt pozostawia finał otwartym na interpretacje. Równie dobrze można jednak nie interpretować go wcale, wszakże nie to jest najistotniejsze podczas podróży przez niezmierzone krainy neonowej, narkotycznej iluzji. Te rządzą się swoimi prawami. 

Zaginiona córka Addamsów, turpistka. Miłośniczka filmowej transgresji, soczystego gore, body horroru i surrealizmu. Uwielbia zapomniane kino grozy z każdego zakątka świata, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje wszelki euro-sleaze.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*