Video Nasties od A do Z #7: Ev-Fi

Ladies and gents, siódmy odcinek cyklu o video nasties (poprzednie znajdziecie tutaj) to masa soczystego gore, sleazu, seksu I makabry. Tym razem w zestawie: kultowy horror o demonach z chaty pośrodku lasu, polecanka od założyciela Kościoła Szatana, brytyjski ero-dreszczowiec, rasistowskie home invasion oraz legendarne shockumentary. Cheers!


Evil Dead (1981, reż. Sam Raimi)

Debiutancki obraz 21-letniego na etapie produkcji Sama Raimiego to dziś pozycja kultowa i jeden z największych przebojów kina grozy. Droga do jego realizacji była jednak skomplikowana i wymagała tak masy poświęceń, jak i inwencji ze strony grupy początkujących filmowców. Aby zdobyć fundusze potrzebne do kręcenia, Raimi stworzył w 1978 roku 30-minutowe Within the Woods, w którym przedstawił koncept fabularny na pełnometrażowy, profesjonalny film. Amatorska wprawka wzbudziła zainteresowanie kilku inwestorów, którzy wyłożyli 90 tysięcy dolarów na projekt, co pozwoliło rozpocząć zdjęcia. Te powstawały w spartańskich warunkach, w chatce położonej pośrodku lasu, gdzieś pod miejscowością Morristown w stanie Tennessee. Ekipa filmowa, składająca się z reżysera, specjalisty od efektów specjalnych Toma Sullivana i garstki skrzykniętych w charakterze aktorów znajomych, przez 12 tygodni zmagała się z zimnem (w pewnym momencie, mając już nakręcone większość scen rozgrywających się wewnątrz domu, członkowie zespołu zaczęli palić znajdujące się w nim meble, aby się ogrzać), okolicznymi bagnami i notorycznymi obrażeniami ciała. Owe uwarunkowania przełożyły się jednak na wzmożoną kreatywność młodego twórcy, a poszczególnym aktorom ułatwiły odgrywanie przerażenia (w myśl zasady: jeśli rzeczywiście zdychasz z zimna, głodu i zmęczenia to tym lepiej zagrasz swoją postać). Raimi zastosował na dużą skalę tzw. „kąty holenderskie”, co pozwoliło mu wykreować atmosferę zagrożenia i postępującego obłędu. Nie mając zaś pieniędzy na wypożyczenie Steadicamu, ekipa zbudowała jego własną wersję, przywiązując kamerę do drewnianej belki i biegając z nią po lesie. W ikonicznej scenie finałowej, dla uzyskania efektu płynnego ruchu, kamerę przytroczono z kolei do ramy roweru, na którym następnie osoba robiąca w tym dniu za operatora przejechała z rozpędem przez chatę, co pozwoliło utrzymać pożądane, dynamiczne ujęcie imitujące atak diabelskiej siły.

Efekt przeszedł oczekiwania samych twórców. O The Evil Dead z entuzjazmem wypowiadał się, będący już wówczas u szczytu popularności, Stephen King. Filmem zainteresował się także słynny producent Irvin Shapiro, który doprowadził do jego projekcji na festiwalu w Cannes. Z dnia na dzień, przed nowicjuszem bez doświadczenia otworzyły się wrota do filmowego biznesu. Przynajmniej w teorii, albowiem – jak miał pokazać czas – Raimiego czekały na przestrzeni kilku kolejnych lat zarówno wzloty, jak i upadki (kolejny jego film, Crimewave [1985] okazał się ogromną porażką w box office, dopiero sequel debiutu z 1987 roku pomógł mu wypracować sobie konkretną pozycję w środowisku). Martwe zło było jednak hitem, z miejsca zyskując pozytywne reakcje publiki, gdziekolwiek było pokazywane, co skłoniło wytwórnię New Line Cinema do wzięcia filmu pod swoje skrzydła i podjęcia się regularnej dystrybucji. Pozytywny odzew i pochwały nadchodziły ze wszech stron (wspomniany King umieścił rzecz na 5. miejscu swej listy horrorów wszech czasów), z wyjątkiem… cenzorów.

W USA film dostał zarezerwowaną dla pornografii kategorię NC-17 (wcześniej „X”). W wielu krajach na świecie zakazano jego rozpowszechniania, w tym w Irlandii, Chile, Singapurze, Malezji i na Islandii. Na Wyspy sprowadził go producent i dystrybutor Stephen Woolley (Mona Lisa [1986], Gra pozorów [1992]), podejmując ryzyko szerokiej dystrybucji właściwej produkcjom mainstreamowym. Zanim jednak obraz Raimiego trafił na ekrany, obowiązkowo przeszedł przez łapska stróżów moralności z BBFC, którzy zarządzili cięcia obejmujące 49 sekund, po czym przyznali kategorię wiekową „X” (podobnie jak w Stanach dopuszcza ona dostęp do materiału tylko dla osób pełnoletnich). W 1983 roku obraz wypłynął na kasetach VHS i wówczas już mu się nie upiekło. Martwe zło zaliczone zostało w poczet video nasties i szybko stało się jedną ze sztandarowych pozycji tej listy. Zakaz rozpowszechniania w jakiejkolwiek formie (także tej ocenzurowanej, przeznaczonej do kin) trwał równe siedem lat i zniesiony został w 1990 roku, kiedy to BBFC dopuściło do wydania filmu na kasetach video w dodatkowo okrojonej formie (oprócz wcześniejszych 49 sekund kolejna minuta i sześć sekund zostały wycięte). Jeden z najważniejszych współczesnych horrorów w pełnej, nieocenzurowanej wersji został wydany na terenie Wielkiej Brytanii dopiero w 2001 roku.


Evilspeak (1981, reż. Eric Weston)

Nakręcony na przestrzeni 3 tygodni za kwotę miliona dolarów (część finansowania miała zapewnić… grupa lekarzy, którzy szukali pomysłu na dobrą inwestycję) horror sataniczny. Stanley Coopersmith (Clint Howard) uczęszcza do prestiżowej szkoły wojskowej. Chłopak jest sierotą i – delikatnie mówiąc – nie cieszy się wielką popularnością wśród rówieśników. Regularnie pada ofiarą prześladowań ze strony grupy uprzywilejowanych uczniów. Pewnego dnia chłopak znajduje w podziemiach starego kościoła znajdującego się na terenie uczelnianego kompleksu starą księgę napisaną po łacinie i zaczyna ją tłumaczyć za pomocą komputera. Okazuje się, że książka zawiera wskazówki, jak przywołać piekielne moce i uczynić je sobie podległymi…

Carrie (1976) spotyka Omen (1976) i ramię w ramię urządzają krwawą siekę. Wątek komputerowy ponoć został dodany do scenariusza już po jego ukończeniu, celem uatrakcyjnienia historii. Ostatecznie połączenie satanizmu z informatyczną smykałką głównego bohatera stało się wątkiem wiodącym całej opowieści, po latach jest to jednak motyw, który najmocniej się zestarzał. Pomijając ów „egzotyczny” dodatek, mamy tutaj do czynienia z klasycznie skrojonym kinem zemsty, którego 2/3 czasu trwania zajmuje rozbudowana ekspozycja, przygotowująca grunt pod finałową erupcję przemocy. Ta jest zaś nad wyraz soczysta i satysfakcjonująca: dekapitacje, głowa rozłupana na pół za pomocą miecza, wyrwane serce. Mniej więcej w połowie seansu otrzymujemy również porcję golizny połączoną z atakiem… rozsierdzonych świń. Czyli doskonały materiał na ćwiczenia montażowe dla brytyjskich cenzorów[1]. Ci wciągnęli Evilspeak na listę video nasties zaraz po jej stworzeniu, gdzie film pozostał do 1987 roku, kiedy to dopuszczono do wydania go na video w wersji ocenzurowanej o 3 minuty najbardziej drastycznego materiału.[2]

Jeszcze jednym elementem, który nie przypadł do gustu angielskiej cenzurze złożonej z bogobojnych obywateli, były wyraźne akcenty anty-chrześcijańskie. Stąd też do wyciętego materiału dołączyły ujęcia ukazujące przetłumaczone przez Coopersmitha ustępy z zakazanej księgi, opisujące w dość dokładny sposób przepis na wzorcową Czarną Mszę. Bluźnierczy przekaz przypadł za to bardzo do gustu założycielowi Kościoła Szatana: Anton Szandor LaVey wypowiadał się o produkcji w samych superlatywach, dodając że jest ona doskonałą wykładnią myśli satanistycznej. Patrząc zaś bez tej kontrowersyjnej otoczki, otrzymujemy przyzwoity, niskobudżetowy horror z solidną porcją gore, które – choć miejscami nazbyt „gumiaste” – ucieszy oddanych miłośników starej szkoły praktycznych efektów.


Exposé (1976, reż. James Kenelm Clarke)

Jedyny brytyjski tytuł na liście video nasties to psychologiczny dreszczowiec w intensywnie (s)eksploatacyjnym sosie. Wyreżyserowany przez kompozytora i reżysera Jamesa Kenelma Clarke’a, stanowi miks odważnej erotyki i rustykalnych klimatów silnie inspirowanych Nędznymi psami (1971) Sama Peckinpaha. Głównym bohaterem jest tutaj pisarz Paul Martin (Udo Kier), którego debiutancka powieść odniosła ogromny sukces. Paul zaszywa się na angielskiej wsi, by napisać drugą książkę. Z początku towarzyszą mu jedynie gosposia i kochanka, z czasem dołącza do nich zatrudniona w celu przelania słów autora na papier sekretarka Linda (Linda Hayden). Dziewczyna skrywa pewien niezwykle istotny dla powodzenia przedsięwzięcia Paula sekret i wkrótce za jej sprawą na sielskiej prowincji dojdzie do niekontrolowanego wybuchu przemocy…

Exposé, znane również pod tytułami House on Straw Hill i Trauma, już w momencie premiery trafiło do kin w mocno poszatkowanej formie. BBFC zażądało wówczas wycięcia 3 minut materiału w celu przyznania kategorii wiekowej „X”. W 1979 roku dystrybutor Intervision Home Video wypuścił na taśmach VHS wersję nieocenzurowaną, posługując się przy tym oznaczeniem wiekowym nadanym przez BBFC. W momencie gdy wybuchła afera z video nasties, obraz Clarke’a trafił raz jeszcze pod lupę cenzorów i wylądował na pozycji 39. listy tytułów objętych zakazem rozpowszechniania. Obecna wersja filmu dostępna na rynku brytyjskim wciąż krótsza jest o 51 sekund względem pierwotnego założenia. Cięcia obejmują przede wszystkim krwawe zabójstwo nagiej kochanki Paula oraz niesławną scenę gwałtu, która stanowi czytelną parafrazę analogicznej sceny ze wspomnianych Nędznych psów. W 2013 roku zadania odrestaurowania filmu podjęło się Severin Films, które skompilowało oryginalny, nieocenzurowany materiał z trzech różnych kopii źródłowych i wydało go na rynku amerykańskim na nośniku Blu Ray.

Z perspektywy tego, jak silnie pocięte było większość kinowych kopii filmu (oryginalny negatyw uległ zalaniu wodą, stąd w odrestaurowanej wersji wciąż widoczne są liczne skazy i przebarwienia), zakrawa na cud, że udało się odtworzyć go w pierwotnie zamierzonym kształcie. Ów poziom zmasakrowania czyjegoś dzieła mógłby zwiastować, że mamy do czynienia z pozycją niezwykle ekstremalną w formie i przekazie, gdy tymczasem Exposé w porównaniu z wieloma tytułami z wykazu video nasties prezentuje się dość niewinnie. Stróżów moralności w służbie Jej Królewskiej Mości oburzyć musiała z pewnością niespotykana (może za wyłączeniem debiutu José Ramóna Larraza Whirlpool [1970]), jak na warunki brytyjskie mieszanka seksu i przemocy, które jednocześnie nie niosą ze sobą żadnej usprawiedliwiającej ich obecność treści. To niskobudżetowy i dość prymitywny pod względem konstrukcji obraz, który zyskuje z biegiem lat właśnie za sprawą swojej bezczelności w epatowaniu golizną w wydaniu uchodzącej wówczas za symbol seksu Fiony Richmond[3]. Sama scena gwałtu na Lindzie, która wywołała najwięcej zamieszania, jest dość krótka, niemniej sugestywna: dziewczyna wyraźnie wydaje się czerpać przyjemność z całej sytuacji, trzymana jednocześnie na muszce przez oprycha, a w pewnym momencie chwyta za lufę strzelby i lubieżnym ruchem przesuwa po niej dłonią. Przez większość seansu jesteśmy przeświadczeni, że cała ta sekwencja nie ma żadnego związku z główną osią fabuły. Jej przydatność w kontekście intrygi wyjaśniona zostaje dopiero w krwawym finale, który wznosi całość na trudny do przewidzenia poziom absurdu. Eksploatacja w wydaniu niezbrukanym, pozbawiona jakichkolwiek zbędnych ozdobników, pierwotnie seksistowska i nihilistyczna.

P.S. Co ciekawe, wysokiego mniemania o obrazie nie miały dwie zaangażowane w jego powstawanie gwiazdy. W przypadku Kiera zadziałał czynnik ekonomiczny: po latach wyjawił, że za występ… w ogóle mu nie zapłacono. Z kolei Hayden przyznała w jednym z wywiadów, że był to jedyny raz, kiedy żałowała swojego udziału w jakimkolwiek filmie. Ponoć w scenariuszu, który czytała było… mniej sleazu.


Faces of Death (1978, reż. John Alan Schwartz)

Dzieło 25-letniego na etapie kręcenia Johna Alana Schwartza (w napisach początkowych ukryty pod pseudonimem Conan Le Cilaire) to – zgodnie z marketingowymi zapewnieniami dystrybutora – zlepek losowych scen ukazujących różne aspekty śmierci. Ubój zwierząt, nagrania z kostnicy, wypadki samochodowe, fragmenty kronik z wyzwolonych obozów śmierci, śmierć na krześle elektrycznym i poprzez zagazowanie, samobójstwo – Faces of Death[4] oferuje szerokie spektrum makabry i okrucieństwa. Szokującym obrazom przewijającym się przez ekran towarzyszy narracja rzekomego patologa Francisa B. Grössa (Michael Carr), który na przemian nakłania do refleksji, ubolewa i ironizuje.

Nakręcony za marne 450 tysięcy dolarów obraz zarobił w kinach 35 milionów. Krytycy kręcili nosami na ekranowy sadyzm i czysto eksploatacyjny charakter przedsięwzięcia, ale liczby nie kłamały. W trzy lata później Schwartz zmontował część drugą, która również przyniosła spore profity. Ostatecznie cykl zamyka się w sześciu częściach, jednym dokumencie o powstawaniu oraz „składance” typu „the best of…” (zatytułowanej The Worst of Faces of Death [1987]). Zainspirował również liczne naśladownictwa pokroju Banned from Television (1998), The Traces of Death (1993-2000) czy The Faces of Gore (1999-2000).

Pod wieloma względami prekursorskie (w czasach raczkującego Internetu misję rozpowszechniania obrazów prawdziwej śmierci wśród złaknionych mocnych wrażeń przejął portal Rotten.com) dzieło Schwartza samo zaciąga kredyt wdzięczności wobec starszych o ponad dekadę dokonań Gualtiero Jacopettiego i Franco E. Prosperiego, z osławionym Pieskim życiem (1962) na czele. Amerykanin okazał się być zresztą pojętnym uczniem Włochów i sam podjął się zadania „kreowania rzeczywistości”, która to czynność w jego przypadku sprowadzała się do dokręcenia kilku fragmentów z udziałem aktorów. Wyreżyserowane przezeń sceny już na pierwszy rzut oka można z łatwością odróżnić od prawdziwego materiału choćby po montażu i sposobie kadrowania. Sam Schwartz pojawia się zresztą w pewnym momencie na ekranie jako… stylizowany na Charlesa Mansona lider sekty kanibali. Najsłynniejszą spośród tych zainscenizowanych sekwencji jest ta ze skazańcem na krześle elektrycznym[5], w której również z miejsca widać ingerencję ekipy filmowej. Pomimo jednak, że części materiału (włącznie z komentarzem „specjalisty”) nie sposób traktować poważnie, to zdecydowana większość[6] wciąż potrafi zbić z tropu co wrażliwsze osoby.

Nic dziwnego zatem, że Faces of Death często uznawane jest za obraz znajdujący się w czołówce rekordzistów pod względem ilości krajów, w których został zakazany (na niektórych wydaniach filmu na taśmach VHS i płytach DVD widnieje nawet informacja „Banned in 43 countries”, aczkolwiek brak danych na poparcie tego dumnego twierdzenia). Obok Australii, Finlandii i Norwegii do rozpowszechniania na terenie kraju nie dopuściła Wielka Brytania. Mimo zdecydowanego stanowiska BBFC rzecz i tak wypłynęła na rynku VHS i od tej pory kopie filmu podlegały konfiskacie, a ich posiadanie karom grzywny i/lub więzienia. Zakaz został uchylony w 2003 roku, po wycięciu 2 minut i 19 sekund materiału, w skład których weszły sceny walk psów oraz zabijania małpy w egzotycznej restauracji (w tym drugim przypadku cięcia dotyczyły tylko kilkudziesięciu sekund ukazujących przerażone zwierzę w potrzasku, reszta materiału została bowiem sfingowana przez twórców).


Fight For Your Life (1977, reż. Robert A. Endelson)

Drugi  – i ostatni – film w reżyserskiej karierze Roberta A. Endelsona (pierwszym była nakręcona w 1973 roku komedia The Filthiest Show in Town, która przez kinowe ekrany przeszła bez echa) to opowieść o trójce więźniów, którzy po ucieczce z więzienia znajdują schronienie w domu czarnoskórej rodziny. Miłująca pokój familia zostanie sterroryzowana przez oprychów, po czym – doprowadzona do ostateczności – weźmie krwawy odwet.

Jeszcze jeden odprysk wulgarnej eksploatacji powstały na bazie popularności Ostatniego domu po lewej (1972), choć znacznie bardziej stonowany od niesławnego debiutu Wesa Cravena. Do najbardziej ekstremalnych momentów należą te, gdy jeden ze skazańców rozbija kilkuletniemu chłopcu głowę za pomocą kamienia (z tym, że obywa się bez drastycznych detali) oraz gdy drugi celuje z rewolweru do małego berbecia. Jest też krwisty postrzał w szyję, gwałt oraz strącenie półnagiej dziewczyny w nurt wodospadu. Wystarczająco, aby wpierw nie dopuścić do dystrybucji kinowej, a potem zarekwirować wszystkie wydane pokątnie taśmy VHS i zakazać rozpowszechniania, jak uczyniono w Wielkiej Brytanii. Fight For Your Life jest przy tym jednym z nielicznych tytułów na liście video nasties, które do dzisiaj nie doczekały się rehabilitacji i wydania na rynku video w żadnej formie – czy to ocenzurowanej, czy też pociętej. Za ów stan rzeczy odpowiadają liczne akcenty rasistowskie, którymi poprzetykana jest fabuła. Przewodzący szajce oprychów, w skład której wchodzą Azjata oraz Latynos, Kane (najlepszy spośród obsady William Sanderson, szerszej publiczności znany głównie z roli J.F. Sebastiana w Łowcy androidów [1982]) to typowy okaz „białego śmiecia”, prymitywny Południowiec, który ze wszech miar pogardza każdym, kogo kolor skóry jest inny niż biały. Najczęściej występujące w jego słowniku zwroty to „nigger” i „coon”.

Domniemany rasistowski wydźwięk dzieła Endelsona (warto wszak odnotować, że przestępców ostatecznie spotyka tu kara i prezentowani są przez cały czas jako zdecydowanie nieprzyjemne typy) zapewnił mu po premierze pewną rozpoznawalność, na dłuższą metę działa jednak odstraszająco na potencjalnych dystrybutorów. Inna sprawa, że pominąwszy te kontrowersyjne aspekty, otrzymujemy tutaj dość siermiężnie skrojony shocker, który z biegiem lat ma coraz mniej do zaoferowania entuzjastom filmowej ekstremy. Większość przemocy rozgrywa się poza kadrem, te zaś sceny, które rozgrywają się przed oczyma widza – choć potencjalnie szokujące – nie wywołują większego wrażenia ze względu na ich poziom wykonania. Głównie jest to więc ciekawostka dla kolekcjonerów i historyków eksploatacyjnego kina, którzy docenią brudny sznyt dzieła i jednocześnie wybaczą liczne realizatorskie potknięcia.

cdn…


[1] W USA film miał również drobne problemy z cenzurą. Pierwotnie został opatrzony kategorią wiekową „X” i dopiero po wycięciu kilku spornych momentów, MPAA przyznało produkcji „R-kę”.

[2] Wersja bez cięć zadebiutowała na Wyspach dopiero w 2004 roku.

[3] U Clarke’a wystąpi w jeszcze dwóch filmach: jej własnej semi-biografii Hardcore (1977) i komedii erotycznej Let’s Get Laid (1978).

[4] Na polskim rynku VHS seria rozpowszechniana była jako Oblicza śmierci i cieszyła się ogromną popularnością wśród bywalców wypożyczalni kaset.

[5] Scena ta była nieobecna w wersji kinowej, została dodana dopiero na potrzeby wydania VHS.

[6] Allan A. Apone, specjalista od efektów specjalnych, który pracował przy filmie, przyznał w jednym z wywiadów, że prawdziwe jest około 60% materiału.

Posiadacz tzw. wrażliwości grindhouse'owej. Kiedy inni zażerają się wieprzowiną i fasolą, on woli kino brudne, zdegenerowane, pełne sleazu. Miłośnik fabuł w pornosach i porno w fabułach. Miewa częste skoki w bok na inne terytoria.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*