Forbidden Surgeries of the Hideous Dr. Divinus. Groza w brzydkim mieście

Jak wiadomo (mam nadzieję!), S. Craig Zahler to jeden ze zdecydowanie najlepszych współczesnych reżyserów i scenarzystów kina gatunków. Autor znakomitych Bone Tomahawk (2015), Brawl in Cell Block 99 (2017) i Dragged Across Concrete (2018) znany jest z tworzenia ambiwalentnych moralnie obrazów, w których potrafi uśpić czujność odbiorcy dowcipnymi dialogami czy leniwym tempem, a następnie trzasnąć go w łeb, dla przykładu, wybuchem przemocy i różnorakimi prowokacjami. Ostatnio nie rozpieszcza swoich widzów odpowiednią częstotliwością robienia nowych filmów, ale bynajmniej nie próżnuje. Zahler to też w końcu m.in. powieściopisarz (głównie autor kryminałów i westernów), metalowy muzyk (o ile się nie mylę, dwie kapele na koncie), a od niedawna również komiksiarz (zarówno scenarzysta, jak i rysownik). Pięknie pulpowo zatytułowane Forbidden Surgeries of the Hideous Dr. Divinus, wydane rok temu przez nieznane mi do tej pory Floating World Comics, to zaś pierwsza jego powieść graficzna. Jednocześnie przywodząca na myśl część jego wcześniejszych (ze znanych mi) dokonań oraz zmierzająca w zgoła innym kierunku.

Rzecz rozgrywa się w fikcyjnym amerykańskim mieście o nazwie New Bastion. Tam co jakiś czas w niewyjaśnionych okolicznościach znikają bezdomni ludzie. Jak obserwujemy na starcie opowieści, zaczyna się jednak od tajemniczej furgonetki, której bliżej nieokreślony kierowca oferuje potencjalnej ofierze pieniądze w zamian za próbkę jej krwi. Gdy ta okazuje się „pasować”, bezdomny nieszczęśnik zostaje pojmany, aby stać się ofiarą kuriozalnych eksperymentów. Głównymi (anty)bohaterami są tutaj dwaj niekoniecznie lubiący się bracia – zgorzkniały i zaniedbany detektyw Leo oraz przystojny i majętny biznesmen (a w rzeczywistości gangster) Tommy. Ich siostra trafia w stanie śpiączki do szpitala i tak, również ona wkrótce znajduje się na celowniku osobliwego porywacza. Kim zaś dokładnie jest tytułowy antagonista? Pozwolę ograniczyć się do tego, że fabuła co jakiś czas przenosi nas o jakieś 100 lat wstecz do Anglii. Tam obserwujemy losy m.in. samotnej panny Tisby, która pewnej nocy, szukając swojego ukochanego kotka, wybiera się do lasu, gdzie zostaje zaatakowana przez dziwaczne monstrum…

Forbidden Surgeries to bardzo specyficzna hybryda kryminału i horroru. Względnie dużo o jej charakterze mówią już jej pierwsze kadry. Przedstawiają one szczury jedzące martwego psa w jakimś zaułku (a dokładniej – wcinające właśnie jego oko), do którego zawita zaraz czarna furgonetka. Żeby było ciekawiej, psisko ma też rozpruty brzuch, toteż i możemy przez chwilę popodziwiać jego gnijące bebechy. Nie, żeby komiks pełen był takich widoków, ale, jak na Zahlera przystało, makabry pojawiającej się na przemian z nawałami dialogów mu nie brakuje. Rzecz jasna, ciężko w trakcie lektury nie myśleć o jego filmach, choć jedynym, który ma z nim coś faktycznie wspólnego jest Puppet Master: The Littlest Reich (2018) Sonny’ego Laguny i Tommy’ego Wiklunda, do którego Zahler napisał scenariusz. Forbidden Surgeries jest bowiem bardzo podobnie groteskowe, campowe i „eksploatacyjne”, aczkolwiek miejsce czarnego humoru zajęły w nim raczej poważnie ujęte ludzkie tragedie. Niekoniecznie mające cokolwiek wspólnego z jakimiś empatycznymi portretami czy, dajmy na to, egzystencjalnym charakterem, ale jednak. Fabularnie Zahler sięga tu oczywiście do gatunkowej klasyki i słynnych archetypów, z szalonym naukowcem na czele. Najbardziej do głowy przychodziły mi jednak te tańsze, mniej znane tytuły, powstałe już po kontrowersyjnych Oczach bez twarzy (1960) Georgesa Franju, jak śmieciowe The Brain That Wouldn’t Die (1962) Josepha Greena czy również krzyżujące grozę z kryminałem The Awful Dr Orlof (1962) i The Diabolical Dr Z (1966) Jessa Franco. Te w końcu więcej już miały wspólnego z szokowaniem makabrą i reprezentowały kino grindhouse’owe, do których Zahler tak bardzo czuje miętę.

Niemniej jednak, Forbidden Surgeries nie jest absolutnie komiksem „filmowym”. I nie próbuje być. Reżyser bawi się tu raczej formą opowieści obrazkowych, idąc w charakterystyczne, ale nieprzewidywalne punkty zwrotne, i bardzo swobodnie zmieniając epoki, w których rozgrywa akcję i z reguły unikając wizualnych subtelności. A chociaż jest dosyć blisko swoich postaci, to, jak już wspomniałem, zupełnie nie interesują go ich prawdziwe uczucia i rozterki. Zamiast tego woli zadziwić czy zaszokować swoistym naturalizmem bądź turpizmem. W imię czysto gatunkowej (czy raczej grindhouse’owej) zabawy. Inna sprawa, że narracji brakuje miejscami „powietrza”. Zahler nie ma wprawy (a może wiedzy?), za sprawą której wiedziałby (lub czuł), kiedy powinien zwolnić czy zaprezentować jakieś luźne wprowadzenie do większej sceny. Komiks czyta się dosyć szybko, ale przynajmniej kilka „przystanków” mogłoby mu tylko pomóc, gdyż w trakcie lektury odczuwa się czasem pewne przytłoczenie. Opowiadanie kamerą i montażem wychodziło mu bardziej przekonująco.

A jak w Forbidden Surgeries prezentuje się nasz ukochany prowokator jako ilustrator? Pisząc wprost – rysunkowego talentu to on z pewnością nie posiada. Oczywiście ma on jakieś rzemiosło, w końcu mowa o filmowcu, któremu nieobca jest praca ze storyboardami. Toteż rzecz prezentuje się przejrzyście i relatywnie zgrabnie. Gorzej, że Zahler nie zawsze radzi sobie z proporcjami czy perspektywą, a jego rysunki w pewnych miejscach przywodzić mogą na myśl prace dzieci z gimnazjum. Pójście w brzydotę i minimalizm było więc tu jedynym słusznym rozwiązaniem, ale celowo obrana prymitywna stylistyka nie maskuje bynajmniej sporych warsztatowych braków, gdy, na przykład, samochód wjeżdża do uliczki, która prezentuje się raczej jak mały pokój w szpitalu, a każde kolejne tło jest dokładnie tak samo wykreskowane, aby nie trzeba było rysowań nań jakichkolwiek detali. Co prawda, autor wie, jak za pomocą ledwie paru specyficznych szczegółów sprawić, by kolejne postaci znacznie się od siebie różniły, a to już coś. Ale nie oszukujmy się – gdyby nie nazwisko twórcy, żaden wydawca nie pozwoliłby mu narysować całego komiksu.

Koniec końców mamy do czynienia z dziełem, które Zahler, można odnieść wrażenie, zrobił przede wszystkim dla siebie. Jako wieloletni fan komiksów (tak oczywiście podkreśla sam tył okładki), który zawsze marzył o stworzeniu własnego tytułu i teraz wreszcie nadarzyła mu się ku temu okazja. I fakt, czuć tu frajdę tworzenia, która przełożyła się na niezobowiązujący charakter opowieści, której jedynym celem jest zabawa ukochanymi przez autora fabularnymi tropami. Rzecz jest przyjemna – o ile tylko lubi się taką niskogatunkową brzydotę – ale z drugiej strony wcale nie dziwi brak jej sukcesu na rynku. Jest to bowiem głównie ciekawostka dla jego fanów, a nie pełnowartościowy tytuł, który ci mogliby postawić na półce obok jego najlepszych dokonań. No, ale nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać. Dla przykładu, Forbidden Surgeries musiało przypaść do gustu decydentom z kultowego Dark Horse Comics. To właśnie ich nakładem najbliższej jesieni ma wyjść druga powieść graficzna Zahlera, mianowicie sci-fi o podobnie wymownym tytule Organisms From an Ancient Cosmos. Jestem zaintrygowany, aczkolwiek mam nadzieję, że porządnie rozwinął się jako rysownik…

Świeżo upieczony magister filmoznawstwa na University College London. Miłośnik spaghetti westernu, filmu noir, horroru, surrealizmu, komiksu, fotografii analogowej i kilku innych rzeczy. Podobno założył kiedyś Kinomisję.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*