Shinya Tsukamoto #2: Tetsuo: Człowiek z żelaza (1989)

Gdy młody filmowiec imieniem Shinya Tsukamoto sięgał po kamerę 16 mm by nakręcić wieńczący jego niszową karierę film, zapewne nie spodziewał się, że stoi u progu stworzenia jednego z najsłynniejszych dzieł nie tylko japońskiej, ale i światowej kinematografii. Tetsuo: Człowiek z żelaza (Tetsuo, 1989), stworzony w okresie braku większej ilości twórczych inwencji w japońskim świecie kina, nie tylko zyskał renomę produkcji definiującej pokolenie, lecz także wywarł niezatarte piętno na technikach montażowych na całym świecie.

Tsukamoto, kontynuując swoją podróż poprzez dystopijne i surrealne jednocześnie technologie, poszedł krok dalej względem swoich poprzednich dokonań i zawarł w Tetsuo niepokojącą oraz utrzymaną w awangardowym stylu wściekłą wizję mutacji człowieka w metalowe monstrum. Film opowiada o losach przeciętnego salarymana (Tomorowo Taguchi), który pewnego dnia – podczas przejażdżki z dziewczyną – potrąca samochodem człowieka, mającego dziwny nawyk wkładania odpadów metalowych w ciało. Postać zwana metalowym fetyszystą najwyraźniej w wypadku ginie, lecz nie przeszkadza jej to wpływać na protagonistę, jaki zmienia się stopniowo w groteskową hybrydę człowieka z metalem.

Uzupełniony sugestywną, industrialną ścieżką dźwiękową Chū Ishikawy film atakuje bezkompromisowymi obrazami od pierwszych już sekund. Rozpoczynamy od sceny, w której metalowy fetyszysta (Shinya Tsukamoto) wpycha sobie w nogę metalowy pręt, zdaje się w celu poprawienia swojej fizjonomii i udoskonalenia ciała. Metalowe resztki jawią się jednak jako inwazyjne, brudne implanty, które być może budują człowieka o większych osiągach, lecz którego trudno określić jako lepszego czy zdrowszego.

Metalowy koszmar w życie wspomnianego salarymana wkrada się tymczasem powoli, acz nieubłaganie. W jednej z pierwszych scen z jego udziałem, obserwujemy go gdy ucieka przed częściowo przekształconą w żelazne monstrum i kontrolowaną przez fetyszystę kobietę (Kei Fujiwara). Jest to niezwykle intensywna scena, od początku wibrująca wizualnie i dźwiękowo silną energią oraz nieustannym poczuciem zagrożenia. Poprzez tę i podobne sekwencje Tsukamoto buduje świat cyberpunkowy, gdzie pozostałości z codziennych maszyn stają się częścią człowieka, wypaczając go na swój obraz. Kolejne etapy mutacji protagonisty są źródłem strachu i anihilacji jego związków, choć w ich przedstawieniu utrzymywanym na pograniczu horroru i science-fiction znaleźć możemy także delikatne elementy czarnego humoru. Jest to szczególnie widoczne, gdy penis bohatera mutuje w ogromne wiertło, symbol falliczny par excellence. Unikanie, lecz także fascynacja monstrualnym przyrodzeniem odczuwana przez partnerkę salarymana nosi znamiona erotyki, która przekroczyła granicę człowieczeństwa i przesunęła się na poziom groteskowego aktu seksualnego jako czynności czysto mechanicznej. Sama scena poniekąd wyśmiewa również stereotypowo męskie marzenia o posiadaniu potężnego, „przebijającego” przyrodzenia. Tutaj okazuje się ono przebijające dosłownie, kontakt z penisem protagonisty kończy się bowiem niechybną zgubą. Tworzy to przejaskrawiony obraz napięcia między płciami oraz dotyka tematu frustracji seksualnych, w dużej mierze służących za katalizator zachodzących w bohaterze przemian.

W dalszym planie rozwój i dziwny związek dwóch metalowych istot – salarymana i metalowego fetyszysty – presuponuje zagrożenie dla całego świata. Ewolucja w potworne kupy żelastwa grozi każdemu i popycha w błędne koło agresji i nieposkromionej destruktywności: im większa wściekłość, tym silniejsza przemiana; im silniejsza przemiana, tym większa wściekłość.

Zaprezentowana historia nosi tym większe znamiona sennego koszmaru, że Tsukamoto nie prowadzi widza utartymi schematami narracyjnymi. Tok narracji jest co chwila zaburzany, wiele niejasności jest z premedytacją pozostawionych; nie wiemy na czym dokładnie polega zachodząca przed naszymi oczyma przemiana, nie znamy genezy stojącej za fetyszystą, jego ostateczne zamiary również pozostają niejasne. Tym samym zaprezentowana historia nabiera w dużej mierze wymiaru symbolicznego. Tsukamoto nigdy też do końca nie definiuje grozy, jaką nas atakuje. Wiemy jednak, iż jej źródła należy upatrywać w przemyśle zarzucającym nas metalowymi odpadkami, psychologicznych frustracjach i, jak można przypuszczać, ambicjach człowieka, dążącego do nie zawsze mądrego ulepszenia swojego gatunku. Wszystko to sprawia, że Tetsuo silniej rezonuje na poziomie emocjonalnym niż intelektualnym.

Zrealizowanie filmu jako czarno-białego dodatkowo zwiększyło bezpardonowość jego wydźwięku dzięki wyrazistym kontrastom i chropowatości obrazu. Tsukamoto robi też tutaj nad wyraz doskonały użytek z techniki stop-motion oraz ekstremalnie szybkiego, delirycznego niemal montażu. Zaproponowana technika montażowa, mimo że nie do końca nowa, już sam Tsukamoto stosował ją choćby we własnym The Adventures of Electric Rod Boy, okazała się źródłem inspiracji dla wielu filmowców. To m.in. właśnie w Tetsuo upatruje się rozpowszechnienia szybkiego, zmiennego montażu, z jakiego korzystać niebawem zaczęła tzw. kultura MTV, posługująca się stylem wzorowanym na twórczości japońskiego filmowca w programach czy teledyskach. Tetsuo stanowi też inspirację fabularną; jego echa możemy odnaleźć zarówno w Japonii, np. w twórczości Yoshihiro Nihimury, jak i w Stanach Zjednoczonych, gdzie choćby jeden z odcinków Z archiwum X zrealizowano na podstawie produkcji Tsukamoty.

Oczywiście sam Tsukamoto również inspirował się innymi twórcami i w jego filmie z łatwością natkniemy się na nawiązania oraz skojarzenia z pozycjami czy tematami poruszanymi przez innych reżyserów. Echem odbijają się obrazy Akiry Kurosawy, Davida Cronenberga, Jana Švankmajera, Ishirō Hondy… Echa te dotyczą zarówno tematycznych podobieństw do cielesnych mutacji u Cronenberga lub wielkich potworów u Hondy, jak i podobieństw stylistycznych, jeśli popatrzymy na Tetsuo w kontekście animacji Švankmajera czy wykorzystania czerni i bieli u Kurosawy. Najbardziej jednak Tsukamoto wychodzi z nurtu teatru eksperymentalnego, o czym świadczą niemal tańczący na ekranie aktorzy oraz z twórczości filmowej Sogo Ishiiego, który pod koniec lat 80. przechodził akurat twórczy kryzys.

Tetsuo zapewnił swojemu autorowi renomę i istotną pozycję w świecie filmowym, jaką zachował po dzień dzisiejszy, dowodząc, że pierwszy sukces nie był przypadkowym przebłyskiem czy szczęściem początkującego. Shinya Tsukamoto później jeszcze dwa razy powracał do marki opatrzonej nazwą Tetsuo, lecz nigdy nie udało mu się powtórzyć ani sukcesu, ani czystej mocy oddziaływania emanującej z jego pierwszego udanego dzieła. Mimo zestarzenia się techniki animacji czy braku możliwości zaskoczenia współczesnego widza techniką montażu, Tetsuo: Człowiek z żelaza pozostaje do dziś niepokojącą, agresywną i wizjonerską produkcją.

Miłośnik kina azjatyckiego, kina akcji i kosmicznych wojaży na statku gwiezdnym Enterprise. Kiedyś studiował filologię polską, a potem został obywatelem NSK Państwa w Czasie. Publikował w Kulturze Liberalnej, Torii, Dwutygodniku Kulturalnym i innych.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*